W urodziny na drezyny!

Co ciekawego w Wielkopolsce na weekend? Wielkopolski Park Narodowy

Moje urodziny zbliżały się wielkimi krokami. Wypadają latem, więc mam większe pole do popisu. Ponieważ nie jestem entuzjastką rodzinnych spotkań przy stole, od czasu do czasu staram się jakoś to rodzinne biesiadowanie urozmaicić. Tradycyjnie uczestnicy dostali zaproszenie na spotkanie rodzinne w plenerze i już. Cała reszta była owiana tajemnicą. Ponieważ rozrzut wiekowy uczestników mieści się w przedziale 10 do 70, więc musiało to być coś w miarę uniwersalnego. Jak się okazało pomysł był trafiony!

Zapraszam zatem na urodzinową wyprawę!

Zbiórka w Mosinie przy skrzyżowaniu ulic Pożegowskiej i Fredry. I tu niespodzianka! Zmieniamy środek lokomocji na… drezyny. Ostatecznie okazało się, że o tej samej godzinie wyrusza nasza ekipa na jednej dużej drezynie i jeszcze dwie inne z ludźmi z wolnego naboru.

Nasz wehikuł jest napędzany siłą mięśni za pomocą dwóch przekładni rowerowych. Okazało się, że pedałowanie z takim obciążeniem to nie bajka. Na szczęście byli wśród nas zaprawieni rowerzyści, którzy uratowali sytuację, choć i tak prawie każdy uczestnik miał swój wkład w pokonanie trasy.

Trasa prowadziła najpierw do Puszczykówka, gdzie nawracaliśmy, potem do Osowej Góry i stamtąd z powrotem do Mosiny. Wydawało nam się pozornie, że teren wszędzie płaski i równy jak stół, ale nasze mięśnie mówiły coś innego. Nawet niewielkie wniesienia wyraźnie czuliśmy w nogach, ale za to z górki, ten wiatr we włosach 🙂

Docieramy do stacji Osowa Góra. Od lat już tam nie jeżdżą pociągi, toteż stacyjka popadła w ruinę. Nie wyglądało to dobrze. A szkoda, bo budyneczek urokliwy, maleńki, wybudowany w podobnym stylu jak dworzec w Puszczykowie.

Towarzyszący nam „dyżurny ruchu” pokazał na dawnych, przedwojennych pocztówkach jak wyglądały te stacje w okresie świetności.

Moda na Puszczykowo nastała pod koniec XIX stulecia. Ciasny, zatłoczony Poznań – miasto twierdza nie posiadało terenów rekreacyjnych, gdzie mieszkańcy mogliby odpocząć w letnie miesiące. Szukano więc w okolicy jakiejś alternatywy. I odkryto położone nad Wartą Puszczykowo, z cudownym leczniczym mikroklimatem. W 1897 r. pociągi jadące do Wrocławia zaczęły się tu zatrzymywać, wysadzając coraz większą liczbę pasażerów.

A to ciekawe!

W pierwszych latach XX w. ilość przybywających do Puszczykowa wycieczkowiczów sięgnęła 10 tys. dziennie! Pociągi z Poznania do Puszczykowa odjeżdżały co 10 minut. Aby usprawnić ruch, wybudowano dodatkowy peron, znany dzisiaj jako 4a, a w Puszczykowie wybudowano przejście podziemne, aby letnicy nie blokowali ruchu pociągów.

Na fali popularności letniska wybudowano i uruchomiono w 1912 r. dodatkową odnogę linii kolejowej do Osowej Góry. Aż do wybuchu wojny była to najbardziej uczęszczana linia w woj. poznańskim. W okresie powojennym była to najbardziej popularna trasa dla osób dojeżdżających do Wielkopolskiego Parku Narodowego. W związku z coraz mniejszym zainteresowaniem, trasę zamknięto w 1999 r.

Obecnie linia kolejowa jest używana jedynie przez drezyny. Tutaj mamy przerwę na spenetrowanie opuszczonej stacji, chwilę odpoczynku i na przestawienie drezyny „tył do przodu”. Zastanawialiśmy się w jaki sposób obrócimy drezynę, żeby mogła jechać w drugą stronę. Ale i na to był sposób. W Puszczykówku i potem w Osowej Górze drezyna na specjalnych podnośnikach uniosła się kilkanaście centymetrów w górę, obróciła jak na karuzeli i gotowe!

Jeszcze chwila pedałowania i jesteśmy z powrotem w Mosinie. Rumieńce i uśmiechy na twarzach uczestników mówią, że jest dobrze. Ale to jeszcze nie koniec imprezy. Wsiadamy do samochodów i jedziemy na piknik.

W trakcie rezerwacji drezyny od razu poprosiłam o rezerwację i przygotowanie ogniska. I faktycznie miejsce piknikowe na nas czeka. Wiata postawiona dla turystów udających się do Wielkopolskiego Parku Narodowego, ładnie zagospodarowana, z miejscem na ognisko (można je rozpalić odpłatnie, tylko w uzgodnieniu z WPN), czyściutki TOITOI, świeże powietrze i duuużo przestrzeni.

Wszyscy trochę już zmęczeni i głodni sięgamy po nasze zapasy, które na świeżym powietrzu smakują dużo lepiej.

Uwagę zwraca postawiony w zasięgu wzroku duży głaz narzutowy, poświęcony pamięci Władysława Zamoyskiego, a ustawiony w 1994 r. z okazji jego 70. rocznicy śmierci. Głaz przywieziono tu z Suchej Wody w Tatrach. Zapytacie dlaczego z Tatr? Czy nie ma u nas okazałych kamieni?

Kamienie są, nawet bardziej okazałe, ale chodziło tu o przypomnienie jak niezwykłą rolę odegrał Zamoyski, właściciel Kórnika, w pozyskaniu dla Polski Tatr i Morskiego Oka.

A to ciekawe!

Dzięki swojej determinacji, zastawiając dobra kórnickie, wylicytował Zakopane za sumę 460 002 złotych reńskich i 3 centy. On również stoczył zwycięską batalię o Morskie Oko. Dzięki temu oba te miejsca należą dzisiaj do Polski.

W Zakopanym znają i kochają Zamoyskiego, u nas jest on ciągle niemal anonimowy. Dobrze, że choć ten głaz przypomina tak wielką i niezwykłą postać.

Czas na krótki spacer. Kilka kroków dalej, idąc niebieskim szlakiem dochodzimy do studzienki Napoleona. W pierwszej połowie XIX w. tędy przebiegał trakt handlowy z Poznania na zachód. Tutaj było miejsce popasu dla koni i odpoczynku dla podróżnych. Tutaj też, jak głosi legenda miał się zatrzymać Napoleon w drodze na Moskwę w 1812 r. Znużony podróżą posłał po wodę z pobliskiego źródełka, a ta miała mieć smak szampana. Zamiana wody w szlachetny trunek dokonuje się podobno raz w roku, tylko nikt nie wie, kiedy to nastąpi.

My zajrzeliśmy do odremontowanej studzienki, a tam… na dzieci zamiast szampana czekały cukierki 🙂

Po krótkim biesiadowaniu okoliczności przyrody zachęcają do ponownej wędrówki. Idziemy więc na wieżę widokową na Pożegowie. Doskonała lokalizacja na wzniesieniu i wieża o wysokości blisko 17 m sprawiają, że widok jest imponujący. Pomimo zachmurzonego nieba, Poznań widoczny jak na dłoni.

 

Wstęp na wieżę jest bezpłatny, teren wokół pięknie zagospodarowany, ładne nasadzenia, ścieżka edukacyjna, ławeczki, wiaty, toaleta. Do niedawna teren ten był zaniedbany i niebezpieczny. Na glinianki przez lata ludzie nielegalnie przychodzili się kąpać. Nieregularne dno, z licznymi nagłymi uskokami powstałymi w wyniku wydobywania tu gliny na potrzeby (nieczynnych już) pobliskich zakładów ceramicznych, sprawiały, że miejsce to było bardzo niebezpieczne. Teraz teren uprzątnięto, przygotowano również bezpieczne kąpielisko z dyżurującym ratownikiem.

 

Wracamy na nasze miejsce piknikowe by rozpalić ognisko. To atrakcja nie tylko dla dzieci. Siedzimy jeszcze długo, aż zapadł wieczór. Nikomu nie chciało się wracać. A na zakończenie uczestnicy pytali, kiedy robimy następną imprezę rodzinną 🙂

 

 

 

 

0 Komentarze

Skomentuj artykuł