Śladami Najdłuższej wojny nowoczesnej Europy

Co ciekawego w weekend w Wielkopolsce? Turew

Każdy z nas ma takie miejsca, do których chętnie wraca. I nie ważne, że już tam byliśmy dziesięć razy, możemy pojechać i jedenasty, bo po prostu są miejsca, w których dobre się czujemy. Na mojej liście takich miejsc są okolice Śremu, które można opisać jednym zdaniem „Szlak najdłuższej wojny nowoczesnej Europy”. I choć nie obejrzałam tego serialu w całości (ale to pewnie przez moją niechęć do filmu w ogóle), to miejsca związane z bohaterami tamtych czasów bardzo lubię. Zdjęcia, które będą ilustrowały tą opowieść pochodzą z różnych okresów, z różnych pór roku, ale to dlatego, że na prawdę lubię tam wracać 🙂

Niezorientowanym wyjaśnię, że „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy” to oparta na faktach fabularyzowana opowieść o walce Wielkopolan o zachowanie tożsamości narodowej w okresie zaborów. Akcja filmu rozgrywa się w miejscach, które w większości do dzisiaj są dostępne, gdzie stosunkowo łatwo można odbyć podróż w czasie. A że są po prostu ładne, podróż taka wydaje się całkiem przyjemna.

Jeśli chcielibyśmy konsekwentnie trzymać się chronologii zdarzeń, to powinniśmy rozpocząć podróż od Poznania, od budynku Bazaru, gdzie należałoby opowiedzieć o Karolu Marcinkowskim i idei pracy organicznej. Ale ponieważ poznański Bazar znamy (to miejsce na oddzielną opowieść),  naszą podróż rozpoczynamy od Zaniemyśla.

Parkujemy przy kościele pw. św. Wawrzyńca i obchodzimy kościół dookoła. Trafiamy na osobliwy pomnik, który do złudzenia przypomina pomnik Hygiei na pl. Wolności w Poznaniu. Ten w Zaniemyślu to oryginał, a w Poznaniu kopia, z rysami twarzy Konstancji – żony Edwarda Raczyńskiego.

Zaskoczeni? Bo jakże to, że Edward Raczyński, pan na Rogalinie, fundator Biblioteki Raczyńskich i Złotej Kaplicy spoczywa pod kościelnym murem w Zaniemyślu, a nie w krypcie rodowej w Rogalinie?

Otóż w wyniku nieporozumień i fałszywych oskarżeń, których padł ofiarą po zakończeniu prac przy Złotej Kaplicy popełnił samobójstwo. Przedostał się po lodzie na Wyspę Edwarda na pobliskim jeziorze i tam strzałem z armatki odebrał sobie życie. Samobójców w tamtym czasie nie chowano w poświęconej ziemi. Z pomocą przyszedł zaprzyjaźniony Karol Marcinkowski, który jako niekwestionowany autorytet medyczny wystawił zaświadczenie, że Raczyński w krytycznej chwili był w stanie … czarnej melancholii.

Udajemy się nad jezioro, na Wyspę Edwarda. Jeszcze niedawno jedyną możliwością dostania się na wyspę była przeprawa promowa. Od 2017 r. można przejść suchą nogą przez pontonowy most. W ostatnim czasie szwajcarski domek postawiony jeszcze przez Raczyńskiego został ładnie odremontowany, teren uprzątnięto i zagospodarowano. Można zjeść smaczny posiłek, przenocować w jednym z kilku domków w całkiem przystępnej cenie.
O historii tego miejsca przypomina replika armaty stojąca przed restauracją, a rosnące na wyspie wiekowe dęby pamiętają huk armatniego wystrzału…

Zostawiamy Wyspę Edwarda i obiecujemy sobie, że jeszcze tu wrócimy z noclegiem. Jedziemy do Śremu. Naszym celem jest kościół farny, gdzie przed laty był tu wikariuszem ks. Piotr Wawrzyniak. Niezwykły człowiek, zwany królem czynu, tytanem pracy, przez Niemców po śmierci nazwany niekoronowanym królem Polaków, a w jednej z niemieckich gazet napisano o nim, że mógłby być niemieckim ministrem finansów. Trudno o lepszą rekomendację… Fenomen działalności tego księdza polegał na tym, że nauczył Polaków oszczędności i gospodarności. Tam gdzie udało mu się założyć spółki zarobkowe, polskie gospodarstwa nie przechodziły w niemieckie ręce pomimo wielkiej nagonki na Polaków.

Zaglądamy do śremskiej fary, wczytujemy się w historię kościoła i ks. Wawrzyniaka, zatrzymujemy jeszcze na chwilę przy „wikaryjce”, która powstała z inicjatywy przedsiębiorczego księdza. Kościół farny w Śremie to jeden z nielicznych kościołów, do których wstęp jest nieograniczony. Wchodzimy więc i wzrok przykuwa gotyckie sklepienie, na którym w czasie ostatniego remontu odkryto XVI-wieczne freski.

 

Po drodze mijamy jeszcze budynek Banku Ludowego, z tablicą upamiętniającą księdza Wawrzyniaka.

W przewodniku czytamy o pomniku-ławeczce dziewczynki z zapałkami. Choć nie przystaje on do naszej dzisiejszej historii, to postanawiamy go odszukać. Ciekawość została nagrodzona! Niezwykle urokliwy pomnik dziewczynki, która przysiadła na ławeczce pod prawdziwą, zabytkową latarnią, jak się okazało odnalezioną przypadkiem w jakiejś stodole!

 

Chcemy jeszcze zobaczyć pomnik-ławeczkę ks. Wawrzyniaka, który postawiono na nadwarciańskiej promenadzie w 2010 r. Jest to drugi z kolei pomnik-ławeczka, które mają upamiętniać wybitnych mieszkańców Śremu. Pół roku wcześniej postawiono ławeczkę Heliodora Święcickiego.

Widzimy, że nie zobaczyliśmy wszystkiego w Śremie, ale tym razem koncentrujemy się na jednym temacie. Aby zobaczyć resztę, przyjedziemy przy innej okazji. Teraz ruszamy, do Jaszkowa. Naszym celem jest niewielki, gotycki kościółek pw. św. Barbary i znajdujące się obok maleńkie muzeum bł. Edmunda Bojanowskiego. Kościółek przeuroczy, murowany, z cudnym sklepieniem (!) i bogatym wyposażeniem.

Na drzwiach muzeum kartka z numerem telefonu do opiekuna tego miejsca. Dzwonimy i umawiamy się za pół godziny. Dla nas to rozwiązanie optymalne, bo mieliśmy w planie rozwiązanie króciutkiego questa o Bojanowskim. Relację znajdziecie tutaj.

Kolejna niezwykła postać. Zadziwiająca swoją skromnością, pokorą, stanowczością i determinacją w działaniu. Akurat, kiedy przybijaliśmy pieczęć na queście dotarł pan kościelny. Krótka opowieść o naszym bohaterze jest już tylko dodatkiem do tego, czego dowiedzieliśmy z naszej gry. Najbardziej jednak jesteśmy zadowoleni, że mogliśmy wejść do kościoła.

Nie możemy odmówić sobie przyjemności, żeby choć na chwilę nie zajrzeć do Centrum Hipiki Jaszkowo, należące do pana Antoniego Chłapowskiego. To kolejne miejsce z klimatem 🙂 Nawet jeśli jazda konna nie jest naszą pasją, to i tak jest to świetne miejsce na miłe spędzenie czasu. Okazuje się, że ośrodek dysponuje kilkudziesięcioma miejscami noclegowymi o zróżnicowanym standardzie (począwszy od pałacu, na pokojach o standardzie turystycznym skończywszy). Można też skorzystać z miejscowej kuchni zarówno w wydaniu pałacowym jaki i w wersji dla zwykłych śmiertelników. Nam bardziej odpowiadał klimat „jeździeckiego” baru. Pan Antoni Chłapowski aktywnie promuje hasło „Każdy Polak jeździ konno” i rzeczywiście ośrodek posiada szeroką ofertę dla miłośników hipiki. Położenie nad Wartą, piękne plenery, oczami wyobraźni widzę poranek skąpany we mgle i konie na pastwisku… Tu też obiecujemy sobie, że na pewno jeszcze przyjedziemy z noclegiem 🙂

Czas jest nieubłagany, a my chcemy zrealizować założony plan. Jedziemy więc do położonej nieopodal Brodnicy. Po drodze wypatrujemy jeszcze ciekawego przydrożnego krzyża, który wypatrzyliśmy w naszym przewodniku. Jest! Znaleźliśmy go na skraju miejscowości Góra. Krzyż opisany jako najstarszy drewniany krzyż w Wielkopolsce z 1752 r.

I rzeczywiście jest piękny!

W Brodnicy zatrzymujemy się dosłownie na chwilę, przy miejscowym kościele, którego wysoką wieżę  widać z daleka. Na przykościelnym cmentarzu odnajdujemy bez problemu płytę nagrobną Józefa Wybickiego – autora naszego hymnu narodowego. Tylko płytę, bo ciało zostało przeniesione do krypty zasłużonych Wielkopolan na Wzgórzu św. Wojciecha w Poznaniu. Do Wybickiego należał pobliski majątek w Manieczkach, ale te zostawiamy sobie na inną wyprawę.

Teraz bocznymi, ale jakże urokliwymi drogami jedziemy do Turwi. To tutaj znajdował się majątek jednego z głównych bohaterów „Najdłuższej wojny nowoczesnej Europy” – Dezyderego Chłapowskiego. To kolejna postać, która swoją determinacją, ofiarnością i ciężką pracą sprawiła, że wielkopolska wieś pozostała w dużej mierze w polskich rękach. Zanim dojedziemy do Turwi, już z daleka rzuca się w oczy charakterystyczny krajobraz okolicznych pól. Aby chronić jego unikalność utworzono tu w 1992 r. Park Krajobrazowy im. Dezyderego Chłapowskiego. Poprzez rewolucyjne zmiany w sposobie gospodarowania (specjalne nasadzenia drzew przedzielające pola, które miały za zadanie ochronę gleby przed wietrzeniem (choć jeszcze nie było to tak nazwane), zmiana systemu uprawy z trójpolówki na płodozmian, pełna samowystarczalność gospodarstwa, edukacja chłopów) Chłapowski wyprzedził swoją epokę o blisko sto lat. Majątek ze stanu skrajnego upadku i zadłużenia doprowadził do pełnego rozkwitu. Edukacja, którą prowadził wśród okolicznych gospodarzy sprawiła, że polskie gospodarstwa mogły z powodzeniem wytrzymać twardą konkurencję ze wspieranymi przez państwo niemieckimi majątkami.

 

Wchodzimy na teren pałacu. Wita nas napis na bramie: Instytut Środowiska Rolniczego i Leśnego Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu Stacja Badawcza w Turwi.  Pałac zaskakuje swoją bryłą. Barokowy korpus, z dobudowaną neogotycką kaplicą. Całość sprawia niesamowite wrażenie. Od jednego z przewodników słyszałam zdanie, że o ile Chłapowski był doskonałym rolnikiem i znał się na gospodarstwie, to ręki do architektury nie miał. I coś w tym jest…

 

Przed pałacem stoi „księga” przypominająca, że Turew leży na wielkopolskim szlaku „Podróże z Panem Tadeuszem”. Wielka uczta, którą Mickiewicz umieścił na kartach epopei odbyła się naprawdę w Turwi w 1812 r. Wydał ją Józef Chłapowski – ojciec Dezyderego dla szwadronu polskiego pułku gwardii Napoleona.

Obchodzimy pałac dookoła,wiele starych, majestatycznych drzew pamiętających jeszcze czasy najlepszego gospodarza.  I choć tym razem nie udało nam się trafić na kwitnące śnieżyce, zrobiliśmy drugą wyprawę w marcu i sami zobaczcie jaki efekt!

Atrakcje Turwi to nie tylko pałac. Po drugiej stronie ulicy znajduje się Gorzelnia Turew Top Farms. Uwagę zwracają jednak nie zabudowania gorzelni, ale kolekcja zabytkowych urządzeń, ładnie wyeksponowanych przez budynkiem. Okazuje się, że wewnątrz oprócz zakładu produkcyjnego znajduje się Muzeum Gorzelnictwa, które powstało dzięki pasji jej dyrektora p. Grzegorza Koniecznego. Zarówno gorzelnię jak i muzeum można zwiedzać. Ale to już opowieść na kolejny odcinek.

Powoli kończymy opowieść o bohaterach „Najdłuższej wojny nowoczesnej Europy”.  Udajemy się jeszcze do Rąbinia. Tam odwiedzamy kolejny ceglany, gotycki kościółek pw. św. Piotra i Pawła. W ostatnich latach przeszedł gruntowny remont, cudem udało się go uratować przed katastrofą budowlaną.

Odwiedzamy Rąbiń, ponieważ tutaj, przy kościele znajduje się nekropolia Chłapowskich. Tu spoczął jako 80-letni starzec Dezydery Chłapowski, tu są też pochowani jego najbliżsi.

Chwila zadumy i jedziemy do Dalewa, gdzie kolejny kościółek, tym razem związany z postacią ks. Wawrzyniaka. Tu został ochrzczony, tu zachował się oryginalny ornat, który otrzymał od amerykańskiej Polonii z okazji 25 rocznicy święceń kapłańskich. Tu wreszcie na przykościelnym cmentarzu znajduje się mogiła rodziców księdza. Miejsce niestety jest zaniedbane i nieuporządkowane. A szkoda.

Nie udaje nam się wejść do kościoła, ani też obejrzeć ornatu. Robimy zdjęcia i ruszamy w powrotną drogę.  W Wyrzece zwalniamy aby już tylko rzucić okiem na szary dom (oznaczony pamiątkową tablicą), w którym urodził się  ks. Wawrzyniak i wracamy do domu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

0 Komentarze

Skomentuj artykuł