Legenda o wdowim groszu

gniezno, św. wojciech, legenda o wdowim groszu

Legenda

Dawno, dawno temu, kiedy na polskiej ziemi rządził król Bolesław, z racji swego męstwa nazwany Chrobrym, tuż za granicą jego państwa żyło plemię Prusów. Byli oni  znani ze swego okrucieństwa oraz z tego, że ciągle jeszcze wyznawali wiarę w pradawne bóstwa.
Pewnego dnia przybył do króla biskup Wojciech z prośbą, aby pozwolił mu na wyprawę misyjną do pogańskich Prusów. Król wiedział, że to bardzo niebezpieczna misja, że jeszcze nikt nie wrócił stamtąd żywy. Ale cóż było robić, skoro biskup się uparł…
Uległ król jego namowom i jedyne w czym mógł pomóc, to zapewnił obstawę zbrojnego oddziału. Patrzył długo za odjeżdżającymi mnichami, z przeczuciem, że widzi ich po raz ostatni.

Tymczasem św. Wojciech dotarł do nieznanej krainy. Rozbił swój obóz na polanie pod rozłożystym, prastarym dębem, przygotował stół, przy którym odprawił mszę św. Nie wiedział, że to był wybór najgorszy z możliwych, bo zatrzymał się w świętym gaju, gdzie Prusowie oddawali cześć swoim bóstwom. Rankiem, kiedy się przebudził dostrzegł wokół obozowiska zwarty krąg wojowników o zaciętych twarzach, z włóczniami skierowanymi w stronę przybyszów. Najstarszy z nich wystąpił do przodu i jednym ruchem ręki, bez słowa, pokazał, że mają stąd odejść.

Św. Wojciech próbował rozmawiać, wskazywał na krzyż – symbol swojej wiary. Ale to jeszcze bardziej rozsierdziło Prusów. Pochwycili biskupa i na oczach zgromadzenia pozbawili go życia, nabijając jego głowę na pal. Na nic się zdała królewska drużyna. Misja była skończona.

Gniezno, św. wojciech, drzwi gnieźnieńskie, legenda o wdowim groszu, legenda o św. wojciechu

Historię życia św. Wojciecha przedstawiają Drzwi Gnieźnieńskie

Powrócili wojowie do króla, niosąc złe wiadomości. Bolesław najpierw się rozsierdził, ale po chwili zadumy wezwał skarbnika. Rozkazał mu wydobyć ze skarbca całą skrzynię srebra. Miało ono pomóc w wykupieniu ciała świątobliwego męczennika. Wyruszyli więc wojowie jeszcze raz do państwa Prusów, modląc się w duchu, aby powrócili cało z niebezpiecznej wyprawy.

Prusowie nie chcieli darmo oddać ciała zabitego biskupa, przeczuwali, że musi mieć ono dużą wartość dla polskiego króla, skoro przysłał do nich posłów. Przystąpiono więc do targów. Uzgodniono, że oddadzą ciało, za taką ilość srebra, która zrównoważy ciężar wojciechowego ciała. Postawiono na rynku największą wagę w mieście. Na jednej szali ułożono ciało męczennika wraz z odciętą głową, a na drugą szalę zaczęto wykładać przywiezione srebro. Były tam monety, ozdoby, końskie uzdy i rycerskie ostrogi, naczynia, kubki i półmiski. Skrzynia była już pusta, a waga ani drgnęła. Rycerze wyjęli więc z mieszków swoje oszczędności i wrzucali po kolei na wagę, ale ta nadal ani drgnęła.

Wtedy do rycerzy zbliżyła się uboga wdowa. Wyjęła swój ostatni srebrny grosik i wrzuciła go na wagę. I wtedy stało się coś niezwykłego. Szala ze srebrem gwałtownie opadła, unosząc w górę ciało Wojciecha. Uradowali się królewscy rycerze. Ale ponieważ szalki musiały się zrównać, zaczęli zdejmować po kolei srebro z wagi. Szalki wyrównały się dopiero, gdy na wadze pozostał jedynie wdowi grosz.

Widząc ten cud, zrozumieli Prusowie, że zabili świętego męża. Oddali już bez protestów ciało Wojciecha i wypuścili orszak bez przeszkód.

Ciało męczennika najpierw spoczęło w bazylice w Trzemesznie, a dopiero później w katedrze gnieźnieńskiej, ale to już zupełnie inna historia.

0 Komentarze

Skomentuj artykuł