Legenda o starościance Hance

Gołańcz, zamek, wielkopolskie legendy, turystyka rodzinna, ciekawe miejsca w Wielkopolsce

Nad jeziorem Smolary w Gołańczy wznoszą się ruiny zamkowej wieży. I jak każdy szanujący się zamek (choćby w ruinie) mają swego ducha.

Legenda przenosi nas w wiek XVI, kiedy Polskę ogarnęła pożoga wojny, która przeszła do historii jako potop szwedzki. W 1656 r. na zamku w Gołańczy znaleźli schronienie zarówno mieszkańcy miasta, włościanie jak i okoliczna szlachta. Szwedzi co raz to przypuszczali wściekłe ataki na zamek, nie mogąc go zdobyć. Obrońców zagrzewała do walki córka starosty – piękna Hanka, która nie szczędząc sił i nie bacząc na płeć niewieścią na równi z żołnierzami stawała do walki. A że od najmłodszych lat szkoliła się w strzelaniu, celnością mogła zawstydzić niejednego wojaka. Imponowała obrońcom, ale zaimponowała też najeźdźcom. Szwedzki oficer Hans, który dowodził atakiem zapragnął poznać tajemniczą dziewczynę, która nie bała się huku dział. Przerwano więc ostrzał i wysłano do zamku poselstwo z nie lada propozycją.

„Mości starosto! Jeśli córka Twa, Hanka, zgodzi się zostać żoną moją, wówczas odstąpimy od murów i wolno puścimy Ciebie i Twoich kamratów” – pisał w liście szwedzki oficer.

Trudna była decyzja… Hanka wymogła na Szwedach odstąpienie od murów, składając jednocześnie obietnicę:

– jeśli tylko podążysz za mną, mości oficerze, tam gdzie ja się udam, będę Twoją żoną!

Hans uradowany wydał rozkaz, aby odstąpić od murów, oczekując wybranki. Ta długo się nie pokazywała, aż w końcu zobaczył ją w długiej, białej sukni, z welonem na głowie. Stała na krawędzi murów, które opadały stromo wprost do jeziora. Hanka zdążyła krzyknąć tylko

– pójdź za mną!

i jednym skokiem znalazła się w wodzie. Poszła na dno, jak kamień, a na powierzchni jeszcze długo unosił się wianek z białych lilii. Hans stał jak skamieniały, zanim okrutna prawda dotarła do jego świadomości. Po chwili jednak wściekłość odmalowała się na jego twarzy, w oczach zagrały groźne błyskawice! Poderwał swój oddział do ataku! Krzyki zdobywców mieszały się z jękiem umierających. Nie brano jeńców, całą załogę wycięto w pień…

Od tego czasu każdego roku w rocznicę bitwy na jeziorze Smolary pokazuje się duch starościanki Hanki i drugi – jej ojca na czarnym koniu, który zrozpaczony szuka swojej córki.

Ile prawdy jest w legendzie? Zapraszam do lektury kolejnego wpisu

 

0 Komentarze

Skomentuj artykuł