Legenda o poznańskich koziołkach

Poznań, legenda o poznańskich koziołkach, ratusz

Historia ta, jak głosi legenda wydarzyła się w 1536 r. Miasto Poznań przeżywało swój rozkwit. Zjeżdżali tu kupcy nie tylko na jarmarki, ale każdy, kto przejeżdżał traktem z Wilna do Krakowa i dalej na Śląsk zgodnie z obowiązującym prawem musiał się w Poznaniu zatrzymać i wystawić swoje towary na sprzedaż. A że od wartości wystawionych na sprzedaż towarów miasto się bogaciło, wszystkim żyło się coraz dostatniej. Tak było aż do maja 1536 roku.

Wtedy bowiem wybuchł w mieście wielki pożar. Tego dnia wiał silny wiatr, duża część zabudowy miasta była drewniana, ogień więc błyskawicznie rozprzestrzenił się na miasto, które zapłonęło jak pochodnia. Spaliły się wtedy kamieniczki, kościoły, zamek na wzgórzu oraz ratusz miejski. Co prędzej przystąpiono do odbudowy zniszczeń. Uprzątnięto zgliszcza i w miarę możliwości rozpoczęto odbudowę ciągle bogatego miasta. Wyprawiono na Śląsk gońca z listem do działającego tam architekta Jana Baptysty Quadro. Ten po namyśle przyjął zaproszenie i przybył do Poznania z księgą, w której miał wzory projektów w nowym stylu, który przeszedł do historii jako renesans. Spisano kontrakt, wybrano projekt i architekt przystąpił do pracy. Do istniejącej części ratusza dobudował modną fasadę, wzmocnił wieżę, a na zakończenie prac na wieży zamontowano zegar. Nie byle jaki! Wybijał godziny i kwadranse, a po jego tarczy biegły złote wskazówki. Ratusz był gotów!

Na uroczystość otwarcia nowej siedziby władz miasta zaproszono wielu gości. Zjechali więc z daleka i bliska, oczekując godnego podjęcia. Koronnym daniem kuchmistrza miała być pieczeń z jelenia. Zwierz już dawno ubity, natarty przyprawami czekał aż mięso skruszeje i nabierze delikatności. Nadziany na ruszt nad paleniskiem roztaczał coraz bardziej kuszący zapach pieczystego. Pilnował go na tym ruszcie mały kuchcik Pietrek. Sympatyczny, ale bardzo niecierpliwy pomocnik mistrza. Kręcił korbą, podlewał mięso winem, ale co rusz wyglądał przez kuchenne okienko zerkając na wspaniałości wielkiego jarmarku, jaki się odbywał na rynku. O jakże pobiegłby między stragany! Jak bardzo chciał zobaczyć przekupniów, spróbować łakoci, zobaczyć kuglarzy z ich niezwykłymi sztuczkami!

W końcu pokusa okazała się silniejsza. Ogień na palenisku już trochę przygasł, podparł korbę tyczką, a sam postanowił tylko na chwilę wyjść na rynek… Jakże zgubna była ta chwila! Czas szybko płynął, mijane kramy co rusz kusiły atrakcjami, a Pietrek wędrując od jednego do drugiego straganu zapomniał o całym świecie. Kiedy wreszcie oprzytomniał i dotarł do ratuszowej kuchni najpierw poczuł swąd spalenizny, a czarny dym gryzący w oczy jasno mówił, że pieczeni z jelenia goście nie dostaną. Ratuj się kto może! Pognał na podpoznańskie łąki, gdzie mieszkańcy wypasali swoje drobne, gospodarskie zwierzęta. Tam porwał dwa małe koziołki należące do ubogiej wdowy i pędem wrócił do ratusza. Mięso z koźląt będzie podobne w smaku do jelenia, szybko się upiecze – myślał gorączkowo – byle tylko zdążyć przed gniewem mistrza. Pech jednak go prześladował. Wbiegając na schody, potknął się i puścił na moment sznur, którym były uwiązane koziołki. Te wyczuwając swoją szansę ruszyły jak na skrzydłach, uciekając na prowadzące do góry schody. Wyżej i wyżej, aż poczuły na powrót świeże powietrze. Znalazły się na balkoniku, z którego roztaczał się widok na całe miasto. Przerażone stanęły naprzeciwko siebie i trrrach rogami i jeszcze raz i jeszcze raz. Na oczach zgromadzonej gawiedzi tryknęły się w sumie aż dwanaście razy.

Tłum na rynku zagrzmiał gromkim śmiechem, kiedy rozległ się donośny głos starej Maciejowej – a toż to moje koziołki! Pójdźta do domu, do zagrody! Nicponie jedne! I pogoniła je kijem do domu. Pietrek tymczasem schował się do ciemnego kącika, czekając aż minie gniew mistrzowi. Temu jednak udzielił się dobry nastrój zgromadzonych gości i wybaczył chłopcu nieposłuszeństwo. Ucztujący nie zauważyli nawet braku pieczeni, tak obficie były zastawione stoły.

A na pamiątkę tego zabawnego zdarzenia zamówiono u zegarmistrza Bartłomieja z Gubina specjalny mechanizm, który poruszałby dwa bodące się koziołki, gdy zegar wybije godzinę dwunastą w południe. Dzięki temu Poznań jest jedynym miejscem na świecie, gdzie na budynku ratusza mamy trykające się koziołki 🙂

Poznań, legenda o poznańskich koziołkach, ratusz

Stary mechanizm z koziołkami można zobaczyć w Muzeum Historii Miasta Poznania w ratuszu (który obecnie znajduje się w remoncie). A jeśli ktoś nie dotarł na rynek w południe może zobaczyć rzeźbę trykających się koziołków na skwerku na Placu Kolegiackim.

Jeśli spodobała Ci się ta historia, to zapraszam Cię na spacer po Starym Rynku, w czasie którego opowiem Ci jeszcze kilka innych historii.

 

0 Komentarze

Skomentuj artykuł