O pannach cysterkach z Ołoboku

Co ciekawego w Wielkopolsce na weekend? Ołobok

Największy i najwspanialszy w Rzeczpospolitej, tak pisano o klasztorze sióstr cysterek z Ołoboku. Dziś ta nazwa wioski w południowej Wielkopolsce dla wielu osób jest nic nie znaczącą. Co pozostało po cysterkach w Ołoboku?

Jadąc do Ołoboku od strony Kalisza, już z daleka widać jasną sylwetkę kościoła. Gdybyśmy podążali  tą drogą jeszcze 150 lat temu,zobaczylibyśmy oprócz kościoła okazałe mury klasztoru panien cysterek.

20 października 1213 r. – taką datę nosi akt erekcyjny wystawiony przez Henryka Kietlicza i rycerza Wierzbiętę, na mocy którego cysterki otrzymały Ołobok z fragmentem Prosny oraz kilka okolicznych wsi. Pierwsze zakonnice, prawdopodobnie niemieckojęzyczne sprowadzono z Trzebnicy. Z biegiem lat majątek klasztoru rozrastał się poprzez liczne darowizny oraz dobre gospodarowanie zgromadzonymi dobrami. Te jednak były solą w oku zawistnych sąsiadów, z którymi zakonnice przed sądami dochodziły sprawiedliwośći. A bywało i tak, że jeśli sąd nie wydał wyroku po myśli cysterek, to swojej należności niektóre wojownicze ksieni dochodziły zbrojnymi najazdami.

W szczególny sposób zapisała się w historii klasztoru ksieni Ludwika Koźmińska, która przez 30 lat (1737-1767) zarządzała ołobockim klasztorem. Tak pisał o niej Jędrzej Kitowicz:
Była to panna garbatego ciała, ale umysłu wysokiego, z którą każdy kto miał interes, musiał dobrze napocić czoła, nim doszedł do końca. Taka była mocna i obrotna.”

Za jej czasów na terenie klasztoru stoczono dwie bitwy.

Pierwszą, gdy ksieni nie zaakceptowała (w dużym uproszczeniu) wyboru komisarza czyli przełożonego nad klasztorami cysterskimi w prowincji polskiej. Gdy ten po różnych perypetiach dotarł do Ołoboku, ksieni nie wpuściła go na teren klasztoru i przepędziła posiłkując się uzbrojonymi włościanami.

Druga bitwa była wynikiem zatargów rodzinnych. Brat Koźmińskiej – Ignacy ożenił się z paskudną babą Marianną Sapieżanką. Ta dręczyła męża na różne sposoby, aż w końcu zmaltretowany Ignacy postanowił szukać spokoju w klasztornym zaciszu u swojej siostry. I prawie udało mu się zbiec od ślubnej hetery. Ta dopadła go z czeladzią na klasztornym dziedzińcu i tak dotkliwie go stłukła, że biedak wyzionął ducha.

Ksieni Koźmińska była jednak dobrą gospodynią. Kiedy w 1749 r. zabudowania klasztorne spłonęły, wybudowała nowy, murowany kościół oraz rozległe zabudowania klasztorne. O klasztorze ołobockim mówiono, że był najbogatszym i najwspanialszym w granicach Rzeczpospolitej, ale też na przestrzeni XVI-XVII w. szkoła dla panien prowadzona przez cysterki była uważana za najlepszą w kraju.

Do szkoły przyjmowano dziewczęta w wieku 8-11 lat, które umiały już czytać i pisać. Nauka trwała do ukończenia 14 roku życia. A program nauczania nawet dzisiaj robi wrażenie.

Uczono więc następujących przedmiotów: j. polskiego, niemieckiego, francuskiego, geografii, historii, arytmetyki. Dalej była edukacja moralna oparta o zasady religijne, edukacja fizyczna, zasady zdrowego żywienia (!), gra na instrumentach muzycznych, taniec, szycie, sztuka haftu. Uczennice dużo przebywały na świeżym powietrzu niezależnie od warunków pogodowych i pory roku oraz pracowały w ogrodzie.

Czarne chmury nad klasztorem zaczęły się gromadzić za czasów pruskich. Najpierw konfiskata dóbr za pomoc powstańcom kościuszkowskim, a ostatecznie klasztor skasowano w 1837 r. Zabroniono naboru nowych sióstr do nowicjatu, a te które były, mogły zostać aż do śmierci. Ostatnia zakonnica zmarła w 1864 r., a w 1882 r. zabudowania sprzedano za sumę 4000 talarów. W umowie zawarto jednak zapis, że nabywca jest zobowiązany do rozbiórki zabudowań klasztornych. Uzyskany w ten sposób materiał wykorzystano do budowy okolicznych obiektów. Jednym z nich kościół w Chełmcach koło Kalisza.

W ten sposób zakończyła się trwająca blisko 600 lat historia panien z Ołoboku. Jedyny ślad po dawnej świetności to uroczy rokokowy kościół pw. św. Jana Ewangelisty.

W jego wnętrzu znajduje się wiele elementów, będących dowodem na jego klasztorne pochodzenie. Kiedy dotrzecie do tego kościółka zwróćcie uwagę na potężny, wspierający się na filarach chór, który gromadził śpiewające siostry. Na wprost wejścia stoi coś, co na pierwszy rzut oka przypomina bogato zdobiony konfesjonał. Tymczasem jest to … tron ksieni, która uczestnicząc we mszy św. podobnie jak inne zakonnice nie mogła się publicznie pokazywać. Wysoko na ścianie na wprost wejścia wisi duży romański krucyfiks z drugiej połowy XIII w.

Do wyposażenia kościoła należała też uznawana za najstarszą w Polsce, XII -wieczna drewniana, romańska figurka Maryi z Dzieciątkiem, pełniąca funkcję relikwiarza, a przechowywana w Muzeum Narodowym w Warszawie.

 

0 Komentarze

Skomentuj artykuł