Legenda o św. Wojciechu. Historia prawdziwa

Gniezno, św. wojciech, drzwi gnieźnieńskie, legenda o wdowim groszu, szlak piastowski,

Św. Wojciech

Święty Wojciech, jeden z najpopularniejszych świętych, obrany za patrona Polski i Europy, związany z początkami Polski i z Gnieznem, gdzie znajduje się jego najstarsze w Europie sanktuarium. Znany przede wszystkim za sprawą swojej straceńczej misji wśród pogańskich Prusów i później owianego legendą wykupu ciała za przysłowiowy wdowi grosz.

Kim był Wojciech zanim został świętym? W którym miejscu spotkała go śmierć? Czyje relikwie są obiektem czci w Gnieźnie? Na te i inne pytania spróbuję odpowiedzieć w tym artykule.

Wojciech nie znaczy Adalbert

Wojciech urodził się w 956 r. w Libicach w zamożnej rodzinie Sławnikowiców. Jego imię tłumaczy się jako „pociecha wojów” i jako wojownik był przeznaczony do stanu rycerskiego. Kiedy jako dziecko ciężko zachorował, jego rodzice ślubowali, że jeśli odzyska zdrowie, zostanie przeznaczone na służbę Bożą. Tak też się stało. Wojciech wyzdrowiał i kiedy osiągnął słuszny wiek, wysłano go na naukę do biskupa Magdeburga Adalberta. On też na bierzmowaniu nadał mu imię Adalbert. Stąd też często utożsamia się polsko brzmiące imię Wojciech z łacińskim Adalbertusem. Wojciech wyrósł na mądrego i bogobojnego młodzieńca. W dzień się uczył, a wieczorami odwiedzał chorych i pomagał najuboższym. Jednocześnie nie stronił od dworskiego życia, chłonąc jego uroki. Jako 25 – letni młodzieniec w 981 r. przyjął w Pradze święcenia kapłańskie, a wkrótce pod wpływem słów umierającego biskupa rozpoczął pokutne życie. Kiedy dwa lata później został mianowany biskupem Pragi, przyjął tą godność z pokorą. Znany był ze skromności, umiłowania ubóstwa i gorliwej modlitwy. Spał na gołej ziemi, odwiedzał ubogich i potrzebujących, szczególne miłosierdzie okazując więźniom i niewolnikom.

A to ciekawe!
Praga w tym czasie była centrum handlu niewolnikami, których brano „ogniem i mieczem” z niewielkich grodzisk na terenie min. Wielkopolski. Spędzano ich do Pragi, skąd hurtowo byli przekazywani do muzułmańskiej części Europy czyli dzisiejszej Hiszpanii. Z biegiem czasu łaciński wyraz Sclavus oznaczający Słowianina, z biegiem czasu zaczął oznaczać … niewolnika. A o skali procederu mówią duże ilości arabskich dirhemów znajdowane w czasie wykopalisk na terenie Wielkopolski.

Wojciech próbował ratować nieszczęśników z rąk oprawców, protestował i interweniował, ale nie na wiele się to zdało. Z poczuciem bezsilności trafił ostatecznie wraz ze swoim bratem Radzymem Gaudentym do klasztoru benedyktynów, gdzie odpowiadał mu byt prostego mnicha. Nie dane mu jednak było takie życie. Po licznych perturbacjach wyruszył do Pragi, do której ostatecznie nie dotarł, gdyż wcześniej otrzymał wieści o wojnie Przemyślidów ze Sławnikowicami, w wyniku której wszyscy jego krewni zostali wymordowani.

Misja wśród Prusów

W tej sytuacji udał się do Bolesława Chrobrego, który jak pisze kronikarz, był mu życzliwy. Co do tej życzliwości można mieć wiele wątpliwości. Bo nie da się ukryć, że Bolesław wysyłając Wojciecha do Prusów, wiedział, że ten żywy stamtąd nie wróci. Faktem jest jednak, że przez ok. trzy miesiące przebywał w gościnie u księcia, głosząc na jego ziemiach płomienne kazania i nawracając niewiernych. Z tego okresu pochodzi min. legenda o głazie św. Wojciecha w Budziejewku. Ostatecznie pod koniec marca 997 r. wyruszył na straceńczą wyprawę. Bolesław dał mu łódź i trzydziestu zbrojnych dla ochrony, jednak po przybyciu na miejsce Wojciech odesłał zbrojnych i tylko wspólnie z Radzymem Gaudentym i Boguszem Benedyktem (który znał język pogan) udali się do Prusów.

Popłynęli tam łodzią z Gdańska w głąb Zalewu Wiślanego, który dziesięć wieków temu był znacznie większy niż obecnie, a jez. Dróżno stanowiło jego zatokę, po której pływały morskie okręty. Wylądowali w miejscu dzisiejszej wsi Bągart, a następnie udali się w kierunku najbliższej osady.

I tu kolejna mała dygresja – skąd wiadomo, że to akurat tutaj św. Wojciech wyszedł na ląd? Bogusz podaje w swojej relacji nazwę grodu Cholinum. Leżąca nieopodal Bągartu wioska Pachoły do 1945 r. nosiła nazwę Pachollen (nazwa wywodząca się z języka staropruskiego) co można by kulawo przetłumaczyć “zacholinie”. Tym tropem podążyli uczeni, którzy przeprowadzili w okolicy badania archeologiczne, trafiając na dwa grodziska z X w. Jedno z nich jest miejscu, gdzie dziś znajduje się wioska Święty Gaj (!), a jej mieszkańcy przekazując sobie tradycję z dziada pradziada uważają się za potomków zabójców świętego Wojciecha (wg Przewodnik Katolicki 17/2017).

Jeśli nie wierzycie, zerknijcie na mapę, a w okolicach Elbląga znajdziecie wszystkie wspomniane tu miejscowości 😉

Przybysze na rozległej polanie odprawili mszę świętą i utrudzeni udali się na spoczynek. Niestety miejsce wybrali dość niefortunnie, bo rozłożyli się z obozowiskiem w … świętym gaju. Zbudził ich orszak wojowników i tu wersje Radzyma Gaudentego i Bogusza Benedykta zaczynają się różnić. Jeden twierdzi, że Wojciech zginął raniony włócznią na leśnej polanie, a Bogusz podaje, że ścięto go toporem. Na Drzwiach Gnieźnieńskich widać oba narzędzia mordu.

Gniezno, św. wojciech, drzwi gnieźnieńskie, legenda o wdowim groszu, szlak piastowski,

Scena zamordowania św. Wojciecha na Drzwiach Gnieźnieńskich

Głowę Wojciecha nabito na pal, a zwłoki zakopano. Towarzyszom pozwolono odejść, aby głosili śmierć Wojciecha, jako przestrogę dla przyszłych misjonarzy.

Wdowi grosz

Nie wiadomo kto jako pierwszy dotarł do Gniezna z wiadomością o śmierci Wojciecha. Nie wiadomo też, kto dostarczył na dwór głowę misjonarza. Wiadomo jedynie, że kiedy Bolesław dowiedział się o jego śmierci polecił Radzymowi i Boguszowi powrócić do Prusów i wykupić ciało męczennika. I znów jedne źródła mówią o złocie inne o srebrze. Legenda mówi o wdowim groszu, który przeważył szalę wagi. I tu znów źródła nie są zgodne. Jedne podają, że ciało świętego Męczennika najpierw spoczęło w Trzemesznie, a dopiero po przygotowaniu należytego grobu trafiło do Gniezna, inne znów głoszą, że od razu szczątki Wojciecha trafiły do katedry w Gnieźnie. Faktem jest, że ciało Wojciecha niemal natychmiast cenną relikwią. Relikwią, która wkrótce pozwoliła Chrobremu na ustanowienie w Gnieźnie niezależnego biskupstwa, a w następstwie na koronację królewską.

Trzemeszno, św. Wojciech, legenda o wdowim groszu, szlak piastowski, ciekawe miejsca w wielkopolsce,

Na sklepieniu bazyliki w Trzemesznie przedstawiono sceny z życia i śmierci św. Wojciecha

Relikwie św. Wojciecha

Zgodnie z ówczesnym zwyczajem relikwie zamurowano w ścianie katedry, a głowę i ramię przełożono do oddzielnych relikwiarzy. Drugie ramię Bolesław podarował Ottonowi III w czasie jego pielgrzymki do Gniezna, do grobu świętego. Otrzymane relikwie umieścił w rzymskim kościele na Tybrze (dziś św. Bartłomieja), którego patronem uczynił św. Wojciecha.

Dwa lata po jego męczeńskiej śmierci, św. Wojciech został kanonizowany (999 r.)

Do Gniezna zaczęli przybywać pielgrzymi.  Z biegiem czasu pozazdrościli relikwii ościenni władcy. Szczególnie zawistnie spoglądał na nie Brzetysław Czeski, bo w końcu Wojciech z Czech pochodził, a w Pradze żadnych znaczących relikwii nie było. I to właśnie był wystarczający powód, aby zorganizować wyprawę wojenną na ziemie piastowskie w 1038 r. Przy okazji złupił nie tylko Gniezno, ale i Poznań i szereg innych grodów po drodze, wywożąc nie tylko cenne relikwie z zamurowanej skrytki, ale i setkę wozów z drogocennymi łupami.

Kradzież w samo południe

I tu zaczyna się problem z jednoznacznym ustaleniem co porwali Czesi, a co zostało w Gnieźnie. Są źródła, które mówią, że relikwiarz z głową pozostał w Polsce, ale są też takie, które utrzymują, że głowa wyjechała do Czech. Przez długi czas wyglądało na to, że jedna głowa znajduje się w Pradze, a druga w Gnieźnie (!). O autentyczności relikwii nie dyskutowano. Wystarczyło, że przy relikwiach wydarzył się cud i to wystarczyło, aby uznać ich autentyczność. W niespokojnych, wojennych czasach razem z innymi gnieźnieńskimi skarbami wojciechowe relikwie chowano w zamku biskupim w Uniejowie. A nawet jeśli katedra była łupiona, to grabiono cenne kruszce, z których były wykonane kolejne trumienki i sarkofagi, a same relikwie pozostawały nietknięte. Relikwie przetrwały bezpiecznie aż do 1923 r. kiedy nieznani sprawcy włamali się do katedralnego skarbca i skradli min. złoty relikwiarz głowy św. Wojciecha. Jak się okazało napad był przygotowywany od dłuższego czasu, a sprawcy otworzyli drzwi specjalnie przygotowywanym do tego kluczem. Włamania dokonano w samo południe, kiedy kościelny był zajęty oprowadzeniem po katedrze grupy turystów. Ani sprawca, ani relikwiarz nigdy nie zostały odnalezione, pomimo wyznaczenia wysokich nagród (ofiarowanych przez osoby prywatne i banki) za wskazanie sprawców. Strata była niepowetowana.

Ale były przecież ciągle relikwie, które Otton III umieścił w Rzymie! W tej sytuacji prymas August Hlond zwrócił się z prośbą do papieża Piusa XI o przekazanie tych relikwii do Gniezna. Papież do prośby się przychylił i kość ramienia św. Wojciecha o długości 10 cm powróciła do Gniezna. Podzielono ją i część umieszczono w relikwiarzu ręki, a część w nowym relikwiarzu głowy.

Przemytnik z Wehrmachtu

I tak było aż do II wojny światowej. W lipcu 1941 r. do metropolity wrocławskiego kardynała Adolfa Bertrama dotarła wiadomość o planowej likwidacji katedry w Gnieźnie. Nie można było uratować wszystkiego, ale to co najcenniejsze – owszem. Przez łańcuszek ludzi dobrej woli sprawa trafiła do proboszcza kościoła św. Mikołaja w Inowrocławiu ks. Paula Mattauscha. Znał on młodego, godnego zaufania żołnierza Wehrmachtu Urbana Thelena, który już kilkakrotnie pomagał w gardłowych sprawach. Tym razem sprawa była wyjątkowej wagi, ale i wysokiego ryzyka – należało wywieźć z Gniezna relikwie św. Wojciecha. Wahał się tylko przez chwilę. Urban w Gnieźnie otrzymał niewielką paczuszkę, zawiniętą w zwykły pakowy papier, którą włożył do teczki i pociągiem wrócił do Inowrocławia. Wiedział, że jest obserwowany przez Gestapo, więc zostawił paczkę za zwykłą kotarą na probostwie i wyszedł. Chwilę później doszło do rewizji na plebani, ale relikwie nie zostały odkryte. Ostatecznie schowano je pod posadzkę zakrystii, gdzie przebywały aż do 1948 r., kiedy zwrócono je do Gniezna.

Skok na trumienkę

Ostatni rabunek związany ze św. Wojciechem miał miejsce w 1986 r. W tym czasie w katedrze trwał remont i konfesja ze srebrną XVIII-wieczną trumienką z rzeźbą świętego była zasłonięta folią. W nocy doszło do włamania, którego celem był po prostu cenny srebrny kruszec. Ordynarnie odrąbano srebrne elementy trumny i podtrzymujących ją postaci. Niestety złodzieje zdołali skradzione elementy przetopić. Wpadli po sygnale od złotnika, któremu próbowali sprzedać srebrny złom. Na szczęście sarkofag był bardzo dokładnie obfotografowany i na podstawie tej dokumentacji udało się wiernie odtworzyć zniszczone rzeźby. Jako pamiątkę pozostawiono jedynie ślad po uderzeniu siekiery.

Gniezno, św. wojciech, szlak piastowski, gniezno katedra, konfesja św. wojciecha

Obecnie relikwie św. Wojciecha znajdują się w srebrnej trumience, która spoczywa na ramionach przedstawicieli czterech stanów. Ponad nią wznosi się konfesja czyli ozdobny baldachim wzorowany na konfesji św. Piotra w Rzymie.

św. Wojciech, gniezno, gniezno katedra, konfesja św. wojciecha, wielkopolska atrakcje, ciekawe miejsca w wielkopolsce

Obecnie (02.2021) trwa remont katedry i ściany prezbiterium jeszcze częściowo zasłaniają rusztowania, ale mimo tego św. Wojciech z wieka trumienki spogląda na swoje Gniezno

Drzwi Gnieźnieńskie

O wadze i doniosłości relikwii św. Wojciecha w Gnieźnie świadczy fakt, iż właśnie tej jednej (!) tylko postaci poświęcono opowieść umieszczoną na Drzwiach Gnieźnieńskich. Obecnie to najcenniejszy zabytek sztuki romańskiej w Polsce. Zostały wykonane w XII w. i na osiemnastu kwaterach przedstawiają historię życia i śmierci św. Wojciecha. Czyta się ją od najniższej kwatery po lewej stronie ku górze, a na prawym skrzydle od góry do dołu. Każde ze skrzydeł jest otoczone ozdobną bordiurą, w której wiele przedstawień roślinnych i zwierzęcych (najstarsze w polskiej sztuce przedstawienie małpy !), które w symboliczny sposób odnoszą się do poszczególnych treści.

A to ciekawe!

Wśród zwierząt przedstawionych na bordiurze Drzwi Gnieźnieńskich można dostrzec również lwa, którego odnajdziemy również na banknocie 20 zł (!)

Odnalezienie go na Drzwiach to doskonały sposób na aktywne zwiedzanie dla dzieci 🙂 Ze względu na bardzo skąpą dokumentację, a właściwie jej brak, interpretacja przedstawień, technik wykonania itd. daje nadal bardzo duże pole do interpretacji dla naukowców.
Aby zobaczyć Drzwi Gnieźnieńskie w oryginale należy wykupić bilet w kasie Muzeum Archidiecezjalnego i wejść do pomieszczenia z Drzwiami razem z przewodnikiem (z zewnątrz katedry od strony Pałacu Arcybiskupiego). Można też zobaczyć ich kopię w Muzeum Początków Państwa Polskiego.

Gniezno, św. wojciech, drzwi gnieźnieńskie, legenda o wdowim groszu, szlak piastowski,

Kto pierwszy znajdzie lwa z banknotu, ten dostanie banknot 🙂

Płyta nagrobna św. Wojciecha

Świętego Wojciecha znajdziemy w katedrze jeszcze w jednym miejscu. Z tyłu, za konfesją znajduje się tumba grobowa z płytą z czerwonego węgierskiego marmuru. Przedstawiona na niej postać to najprawdopodobniej św. Wojciech. Jeśli przyjrzycie się uważnie szczegółom tam umieszczonym, odkryjecie bez trudu, że postać psa w nogach biskupa oraz Chrystus na krzyżu nie zostały ukończone. Ponoć gdański rzeźbiarz Hans Brandt, któremu jest przypisywane autorstwo nagrobka, miał się ociągać z jego wykończeniem. Biskup Oleśnicki, który pracę zlecił i opłacił zdenerwował się na opieszałość i zamknął artystę w areszcie z zamku biskupim w Uniejowie. Czy areszt odniósł skutek? Chyba nie do końca, skoro płyta do dzisiaj pozostała nie wykończona 🙂

Jeśli wybierzecie się do Gniezna, z pewnością odnajdziecie jeszcze w wielu miejscach pamiątki związane ze św. Wojciechem. Napiszcie w komentarzach cóż takiego odkryliście, abyśmy i my znaleźli kolejny pretekst do wizyty w Gnieźnie.

Wszelkie informacje dotyczące zwiedzania Katedry oraz obiektów towarzyszących znajdziecie na stronie www.wzgorzelecha.pl

 

0 Komentarze

Skomentuj artykuł