Krajobraz z wiatrakiem

Pierwszy wielkopolski wiatrak pojawił się w źródłach w 1303 r. w Kobylinie. W drugiej połowie XIX w. było ich w Wielkopolsce aż 2700! Do dzisiaj stanowią nieodłączny element naszego krajobrazu. I choć wiele z nich niszczeje na naszych oczach, to ciągle jeszcze można powiedzieć, że Wielkopolska wiatrakami stoi.

A skoro to jedna z wizytówek Wielkopolski, a i temat bardzo wdzięczny, warto parę słów o wiatrakach napisać…

Pierwsze wzmianki o wiatrakach pochodzą sprzed 4 tysięcy lat z południowo-wschodnich rejonów basenu Morza Śródziemnego. W Polsce pierwsze wiatraki pojawiły się w XIII w. W 1271 r. pisze się o wiatraku będącym uposażeniem klasztoru w Białym Buku, a w 1303 r. wzmiankuje się wiatrak w Kobylinie. A to już Wielkopolska. W Małopolsce, w okolicach Krakowa pierwszy wiatrak pojawił się dopiero w 1741 (?) r.

Najstarszą, a zarazem najliczniejszą grupę wiatraków stanowią koźlaki. Nazwa pochodzi od nieruchomej podstawy, zwanej kozłem, na której wznosiła się cała konstrukcja. Pozwalała ona na obrót wiatraka w kierunku wiejącego wiatru przy pomocy specjalnego dyszla. Obrót następował z użyciem siły „kilku chłopa” lub zaprzęgając doń konia. Zasadniczo konstrukcja koźlaków przetrwała bez zmian aż do schyłku XIX wieku.

 

Kozioł wiatraka w Budzisławiu Kościelnym (pow. koniński)

W inny sposób obracano skrzydła w kierunku wiatru w wiatrakach typu holenderskiego, zwanego po prostu „holendrami”. Pojawiły się one na ziemiach polskich wraz z osadnikami z terenu Niderlandów. Tutaj podstawa była nieruchoma, najczęściej murowana, a obracano samą „czapę” ze skrzydłami. Tego rodzaju wiatraki najczęściej można jeszcze spotkać na Pomorzu i tam też stosunkowo często trafia się na murowane podstawy stojące samotnie gdzieś w polu.

Wiatrak typu holenderskiego w Wielkopolskim Parku Etnograficznym w Dziekanowicach

Najnowszą, ale i najrzadziej spotykaną konstrukcją wiatraka jest paltrak czyli wiatrak, obracający się po metalowej obręczy w podstawie. Na pierwszy rzut oka dla laika jest nie do odróżnienia od koźlaka.

W dawnym świecie pełnym wierzeń i przesądów, którymi tłumaczono nieznane prawa fizyki, wiatrak był urządzeniem owianym nutą tajemniczości. No pomyślcie sami… stał na pustkowiu, poza wsią, w miejscu, gdzie dobrze wiało. Takie miejsca były nazywane wydmuchowem lub wygwizdowem (co w gwarach regionalnych zachowało się do dzisiaj). W wiatraku zawsze coś gadało. Nawet gdy nie pracował, to między belkami wiatr zawodził, coś tam trzeszczało, szurało i jęczało… a to nie było normalne.

Aby przegnać te demony, budowa wiatraka od początku była otoczona licznymi obrzędami, które uwolniłyby go od złego.

Drzewo na budowę wybierano zawczasu, jeszcze na korzeniu. Ze względu na rozmiary wiatraka, musiało być proste, strzeliste, dorodne i zdrowe. Z drzew iglastych najlepiej do tego nadawała się żywiczna sosna, z liściastych natomiast dąb. Do wycinki przystępowano zimą. Dziś badając drewno naukowymi metodami potwierdza się, że najlepsze parametry ma drewno z drzewa ściętego w grudniu, styczniu i lutym. Posiada najwięcej wilgoci, najdłużej potem schnie, ale schnie równomiernie, zachowując największą odporność na szkodniki i grzyby. Coś jednak było w tych ludowych przesądach…

Kiedy zgromadzono materiał, można było przystąpić do pracy, ale termin również nie mógł być dziełem przypadku. Najczęściej prace rozpoczynano przy pełni księżyca lub w święto maryjne (lub w wigilię tego święta). Przed przystąpieniem do pracy odprawiano obrzędy zakładzinowe. Na pierwszych belkach rzeźbiono znak krzyża, układano poświęcone zioła, wodę święconą,  niekiedy monety. Pierwszym elementem budowy była tzw. podwalina czyli podstawa wiatraka, ułożona na krzyż dokładnie wg kierunków świata. Na tym był umieszczany kozioł i dopiero na wysokości pierwszego piętra cały mechanizm rozcierający zboże. Był on napędzany przez system kół, z których największe koło paleczne, które miało średnicę nawet do 4 m. Przenosiło obroty ze skrzydeł na dużo mniejszą cewię, a ta z kolei napędzała młyńskie koło. Jednemu obrotowi koła palecznego odpowiadało około 10 obrotów młyńskiego koła.

Koło paleczne wiatraka w Osiecznej

W mowie potocznej funkcjonuje określenie młyński kamień u szyi. I nie bez przyczyny. Waga takiego kamienia dochodziła do 700-1000 kg. Stosowane w Polsce kamienie pochodziły najczęściej z kamieniołomów Dolnego Śląska i Gór Świętokrzyskich. Wydobywany tam piaskowiec stosunkowo łatwo się ścierał, więc z biegiem czasu zaczęto stosować importowane z Francji kamienie o dużo większej trwałości, popularnie nazywane francuzami. Przed zamontowaniem kamień taki należało odpowiednio przygotować czyli wykuć w nim rowki, które miały ułatwiać rozcieranie mąki, odprowadzać na zewnątrz mlewo i chłodzić pracujące kamienie. Pracę tą własnoręcznie wykonywał młynarz, gołymi, nie osłoniętymi rękami. Powstające w czasie kucia odłamki kamieni raniły ręce, wbijając się w skórę, co po zagojeniu dawało charakterystyczny „wzorek”, który pozwalał młynarskiej braci poznać kto swój, bez pytania o profesję.

Do pracy wiatraka, jak nazwa wskazuje, niezbędny był wiatr. Ani za słaby, ani zbyt silny. Najsłabszy wiatr, będący w stanie poruszyć wiatrak musiał wiać z prędkością co najmniej 4 m/s. Siła wiatru na mechanizm przenoszona była przy pomocy skrzydeł. Wiatrak posiadał cztery skrzydła czyli dwie śmigi. W zależności od siły wiatru ich powierzchnię można było regulować przy pomocy tzw. napierzenia. Były to odpowiednio dodawane lub zdejmowane deszczułki lub płaty płótna. Aby tego dokonać młynarz wspinał się po śmigach jak po drabinie. Dopiero w XIX w. pojawiły się żaluzje pozwalające sprawnie zmieniać powierzchnię napierzenia.

Wiatrak nie był zwyczajną budowlą.  Ponieważ się poruszał, traktowano go „po ludzku” jak żywą istotę, jak członka rodziny. I choć praca młynarza była niebezpieczna, wierzono, że „swojemu krzywdy nie zrobi”.  Przez tą personifikację, mówiono, że wiatrak chodzi, pracuje, mówi, gra, zawodzi, choruje, odpoczywa. Jeśli ulegał zniszczeniu, to odchodził lub ginął. Każdy wiatrak otrzymywał swoje imię.

Zapłatę za zmielenie zboża stanowiło mniej więcej 10% przywiezionego na przemiał zboża, choć ostateczną cenę i tak targowano indywidualnie.

Młynarze najczęściej byli nieźle sytuowani, zrzeszeni w cechach, co dawało im z jednej strony pewną niezależność, ale z drugiej ochronę interesów przez przynależność do grupy. Niezłym przykładem statusu majątkowego młynarzy może być zachowany w Śmiglu przy rynku murowany domek młynarza.

W Wielkopolsce zachowało się do dzisiaj około 90 wiatraków i liczba ta nieustannie maleje. Niektóre tylko miały szczęście i zostały przeniesione do skansenów, czy w miejsca, gdzie mają zapewnioną opiekę konserwatorską i ochronę. Większość pozostawiona sama sobie powoli niszczeje.

Gdzie więc w Wielkopolsce możemy zobaczyć dobrze zachowane wiatraki?

Najwięcej wiatraków zachowało się w południowej części regionu oraz w skansenach. Poniżej przedstawiam subiektywny wybór wiatraków, które miałam przyjemność zwiedzać 🙂

Wiatraki w Osiecznej – jedyny w Polsce kompleks trzech wiatraków znajdujących się w miejscu ich wybudowania. W jednym z nich znajduje się Muzeum Młynarstwa i Rolnictwa. Te wiatraki przeszły do historii Powstania Wielkopolskiego. Rozegrała się przy nich bitwa, która przeszła do historii jako Bitwa pod wiatrakami.

 

Wiatraki w Śmiglu – na przedmieściach, ładnie widoczne na wzgórzu przy drodze wjazdowej. Jeden z nich jest udostępniony do zwiedzania, po uzgodnieniu z Urzędem Miasta

 

Wiatraki w Wielkopolskim Parku Etnograficznym w Dziekanowicach, gdzie prezentowane są trzy typy wiatraka, na zdjęciu koźlak i holender

 

Wiatrak w Muzeum Budownictwa Ludowego Zachodniej Wielkopolski w Wolsztynie

 

Wiatrak w Budzisławiu Kościelnym (to w powiecie konińskim)

Napis fundacyjny wiatraka w Budzisławiu Kościelnym

Jeśli któryś pominęłam, poprawcie mnie proszę.

0 Komentarze

Skomentuj artykuł